piątek, 13 listopada 2015

Odratowane krzesło

Najfajniejsze rzeczy znajduje się przez przypadek. To tak jak przechodzenie obok witryny sklepu do którego nie masz zamiaru wstępować, nawet nie przeszło Ci to przez myśl, ale zauważasz coś czego długo szukałeś, co chciałbyś mieć i do tego jeszcze kosztuje tzw. grosze.

Właśnie tak my znaleźliśmy nasze nowe/stare krzesło :)
Spacerowaliśmy z A. któregoś dnia po Katowicach oddając się temu co ostatnio lubimy najbardziej, a więc oglądaliśmy stare, w większości opuszczone kamienice i rozważaliśmy, którą chcielibyśmy mieć i co zrobilibyśmy w środku. Przechodząc obok budynku dawnego katowickiego dworca zauważyliśmy, że jego drzwi są otwarte na oścież. W pierwszym odruchu spojrzeliśmy do środka ciekawi tego co kryje się za jego ścianami. Oczywiście wnętrze było interesujące, ale jeszcze bardziej interesujący był znajdujący się w nim człowiek - około 60-70 letni zarośnięty mężczyzna, który siedząc przy stole sprzedawał gry na playstation. Sytuacja była dosyć absurdalna, bo nie wyglądał on raczej na kogoś kto wie do czego w ogóle służy produkt, którym handluje. Cofnęliśmy się i wtedy zauważyliśmy to co podpierało drzwi - obdrapane krzesło, pomalowane czarną farbą, które ze względu na swój kształt bardzo nam się spodobało. Szybko oceniliśmy za ile moglibyśmy je kupić i zapytaliśmy mężczyznę czy ono także jest na sprzedaż. Pierwsza wersja była, że oczywiście nie jest, a nawet jeśli, to jest dużo warte, ale koniec końców, po negocjacjach, odkupiliśmy je za 30 zł. :)


Krzesło planujemy wstawić do sypialni albo garderoby. Nie chcieliśmy aby było bielone tak jak fotel chierowskiego, więc postawiliśmy na farbę akrylową w odcieniu antracytu o matowej powłoce. Jak zawsze, wybranie koloru nie sprawiło nam takiej trudności jak podjęcie decyzji o tym w jaki sposób usuniemy stare warstwy lakieru i farby. Ostatecznie postawiliśmy na chemię - usuwacz do powłok różnego rodzaju.


Pracę nad krzesłem A. oddał mi. Wciągnęłam się w odnawianie i w każdej wolnej chwili starałam się nim zająć. Na początku nakładałam pędzlem środek do usuwania, aby potem, po godzinie oczekiwania, zeskrobywać szpachelką to co odchodziło od powierzchni drewna. Niestety nie wszędzie warstwa starej farby odklejała się równomiernie, ale zdecydowanie usuwacz ułatwił mi pracę.


Pozostałości po farbie usuwałam papierem ściernym co jednocześnie przeszlifowało krzesło i przygotowało je pod malowanie.


Producent farby zapewnia, że to produkt, który daje pożądany efekt wraz z nałożeniem pierwszej warstwy. Zaznacza też, że należy użyć odpowiedniego podkładu przed malowaniem. Jako, że farbę kładłam bezpośrednio na drewno, to "spijało" ją w pojedynczych miejscach, a więc krzesło wymagało dwukrotnego pomalowania. Kolor był naprawdę super - głęboki i matowy, tak jak chcieliśmy, ale powłoka krzesła miała nieprzyjemną strukturę, jakby takiej lekko chropowatej ściany. Postanowiłam, że zamaluję ją jeszcze bezbarwną lakiero-bejcą, którą miałam w domu, przez co krzesło nabrało satynowego błysku i stało się dużo bardziej "śliskie". Nie jest idealne - lakiero-bejcę nałożyłam pędzlem zamiast tamponem i pościekała w załamania nóżek. Co prawda jej nadmiar udało mi się ściągnąć gdy krzesło przeschło, ale po przypatrzeniu się widać, że powłoka nie jest jednolita w niektórych miejscach. Niemniej jednak, jest super :)


1 komentarz:

  1. Ciekawy pomysł z tym usuwaczem powłok, ja pewnie męczyłabym się z papierem ściernym albo poszłabym na łatwiznę wybierając farbę kredową :) w wolnej chwili zapraszam do mnie: Mój blog

    OdpowiedzUsuń