wtorek, 22 września 2015

Sprzątanie strychu

Strych pochłania nas w całości. Ostatnimi czasy 90% naszych rozmów stanowią grzejniki, kotły gazowe, płyty gipsowe i wełna skalna. Jakkolwiek dziwne się to może wydawać, tematy te sprawiają nam przyjemność, bo ich podejmowanie oznacza, że już coraz bliżej stanu surowego zamkniętego naszego mieszkania :) Nie mniej jednak, aby do tych rozmów mogło dojść, musieliśmy przejść wiele innych etapów. I o jednym z nich będzie dzisiejszy post.

Zgodnie z tym co pisałam poprzednio, czas oczekiwania na kolejne pozwolenia na adaptację rozciągnął się na kilka miesięcy. Mieliśmy szczęście, że mój tata posiadał klucz do kłódki, która zamykała drzwi naszego przyszłego mieszkania. W związku z tym, kiedy tylko czuliśmy ochotę, mogliśmy tam pójść z latarką i pomyśleć o tym jak chcielibyśmy je podzielić na pomieszczenia, jak przebudować i jak urządzić. Wtedy też powstawały pierwsze schematyczne rysunki, chcieliśmy zwymiarować pomieszczenie i zaproponować swoją wizję architektowi, który tworzył nam projekt. Jako, że oboje jesteśmy bardzo uparci, wspomniany architekt nie miał z nami łatwo, szybko odrzuciliśmy jego propozycje podziału mieszkania na kilka małych pokoi. Koniec końców zrobił dokładnie tak jak chcieliśmy - jeśli coś będzie niefunkcjonalne, będziemy sami sobie winni :)


Czas oczekiwania na dokumenty wykorzystaliśmy także na sprzątanie strychu. Kilkanaście lat temu z naszego bloku wyprowadzili się sąsiedzi, którzy w przeszłości użytkowali tę przestrzeń - służyła im za graciarnię. Zostawili nam w spadku m.in. dwa tapczany, kilka par butów, podręczniki do szkoły podstawowej, zabawki, sznurki na pranie, kwietniki i wiele innych.
Sprzątanie to zajęło A. i mojemu bratu kilka dni, ja w tym czasie studiowałam w innym mieście i jeszcze nie brudziłam rąk pracą :) Pamiętam, że bardzo się wtedy cieszyliśmy ze zrobionego porządku, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, że za niecałe dwa miesiące zrobimy tam bałagan kilkakrotnie potężniejszy od zastanego ;) Ale o tym następnym razem!


Jakość zdjęć bardzo słaba, ale trudno zrobić dobre zdjęcie w jednej dłoni trzymając aparat w postaci komórki, a w drugiej latarkę ;)

2 komentarze:

  1. Zazdroszczę ...My jesteśmy na etapie kupowania szklanek ,które i tak będą stały w kartonie i czekały na dom :D zawsze coś :D http://alejaktobezmatury.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak często korci mnie robienie takich zakupów - wyposażeniowych - ale zazwyczaj idę po rozum do głowy, że to jeszcze za wcześnie. Nie mniej jednak, gratuluję kupna szklanek :D

      Usuń